Japonia na pierwszy raz onieśmiela — dlatego ten plan celowo omija wieś i naturę i skupia się na tym, co najłatwiej ogarnąć za pierwszym razem: pięciu miastach na jednej linii kolei. Tokio, Kioto, Hiroszima, Osaka i Nara leżą wzdłuż Shinkansena, więc walizkę przewożę tylko cztery razy, a każdą noc śpię już bliżej kolejnego przystanku.
Jechałam we wrześniu 2024 — jeszcze ciepło, ale bez sierpniowego upału i tłumów. Tempo jest umiarkowane: na duże miasta zostawiam po kilka dni, żeby nie zwiedzać ich w biegu. Wszystkie ceny są realne i przeliczone na złotówki po kursie 0,027 zł/¥ (1 000 ¥ ≈ 27 zł). To wersja premium — pierwsze trzy dni masz na stronie za darmo, resztę wysyłam w PDF.
Gdybym jechała jeszcze raz, dołożyłabym jedną noc w Kioto kosztem Osaki — trzy dni na świątynie to dla mnie wciąż za mało.
Dlaczego Tokio dopiero na koniec — a nie od pierwszego dnia
Do Japonii prawie wszyscy wlatują przez Tokio i naturalnie chcą je zwiedzać od razu, pierwszego dnia. Zrobiłam odwrotnie: pierwszej nocy tylko przesypiam w Tokio jet lag, a rano wsiadam w Shinkansena na zachód i wracam do stolicy dopiero na sam finał. To była najważniejsza decyzja układająca całe dziesięć dni.
Powód pierwszy to aklimatyzacja. Tokio to najintensywniejsze miasto trasy — 14 milionów ludzi, neony, przesiadki. Rzucać się w to prosto z samolotu, z ośmioma godzinami różnicy czasu w głowie, to przepis na przytłoczenie. Kioto jest spokojniejsze i łagodniej wprowadza w Japonię; kiedy wracam do Tokio dziewiątego dnia, jestem już rozpędzona i miasto mnie nie onieśmiela.
Powód drugi to prosta logistyka wylotu. Zostawiając Tokio na koniec, ostatnią noc śpię tuż przy tym samym lotnisku, z którego wylatuję — żadnego przejazdu przez pół kraju z walizkami w dniu odlotu. Miasto, do którego i tak muszę wrócić po samolot, robi się finałem, a nie chaotycznym startem.
Do Tokio wlatujesz, ale poznajesz je na końcu — kiedy Japonia już cię nie onieśmiela.
I to jest rzecz, która ustawia rytm całej trasy: skoro Tokio zostaje na koniec, cała reszta układa się w prostą oś na zachód i z powrotem — Kioto, Hiroszima, Osaka z Narą, a potem jeden skok Shinkansenem do domu, do Tokio. Ani razu nie jadę tą samą drogą dwa razy w środku trasy, a najintensywniejsze miasto trzymam na moment, w którym mam już na nie siłę.
Dzień po dniu
Dni 1–3 · za darmo10 dni · trasa zgodna z ruchem wskazówek zegara
Przylot do Tokio i pierwszy wieczór
⌖ TokioLądowanie w Tokio i tylko jeden wieczór na rozruch — słynne skrzyżowanie Shibuya, pierwsza kolacja i wczesny sen. Rano ruszam Shinkansenem na zachód, a Tokio zostawiam sobie na finał.
Przejazd do Kioto i Fushimi Inari o zmierzchu
⌖ KiotoPierwszy Shinkansen na zachód. Po zameldowaniu od razu na tysiąc czerwonych bram Fushimi Inari — najpiękniejszych, gdy tłumy już zeszły — i wieczór w tradycyjnej dzielnicy Gion.
Kioto zachodnie — Arashiyama i Złoty Pawilon
⌖ KiotoDzień po zachodniej stronie miasta: gaj bambusowy Arashiyama o poranku, ogród Tenryu-ji, małpy z punktu widokowego Iwatayama i złocący się w słońcu Kinkaku-ji.
Resztę Japonii mam już rozpisaną — co do godziny
Przylot do Tokio i pierwsze dni w Kioto masz wyżej. Dalej zaczyna się to, na co zeszło mi najwięcej researchu: reszta Kioto, Hiroszima z wyspą Miyajima, street food Osaki, jelenie w Narze i finał w Tokio. Zostaw e-mail, a wyślę Ci cały 10-dniowy plan w PDF — z rozkładami Shinkansenów, gotowy na telefon i działa też bez zasięgu.
Jeden e-mail, jeden plan. Zero spamu — obiecuję.
Twojego adresu nie przekażę nikomu i nie zapiszę Cię do newslettera bez pytania.
Coś poszło nie tak — spróbuj jeszcze raz.
↓ twój kierunek tutaj
Chcesz taki plan dla swojego wyjazdu?
Ten plan zrobiłam dla siebie. Twój zrobię tak samo dokładnie — pod twój kierunek, daty i budżet.
Wyślij zapytanie →